***IX*** >> środa, 28 czerwca 2006 20:50:39
- Biegnij, biegnij - Krzyknęła Wajkil słysząc zbliżającego się wroga.
Emtri zauważyła błękitny cień ześlizgujący się po drzewie, było w nim coś
niesamowitego, hipnotyzującego. Chciała się zatrzymać i przyjrzeć, ale ręka
Driady była niczym żelazna obręcz.
- Puść, chcę zobaczyć!
- Chodź!
Wciągnęła ją w krzaki przy ścieżce i przystawiła jej palec do ust. Cień
przemknął bezgłośnie. Jego oczy były krwistoczerwone, przecinały cienkie
paseczki źrenic. Przejrzyste ciało okrywał lekki długi, powiewający
płaszcz.
- Gdzie jest Thira? - zapytała Wajkil kiedy stwór przemknął obok nich.
- Czemu teraz o nią pytasz?
- Gdzie przebywa?! - krzyknęła. W jej głosie brzmiało zdenerwowanie.
- Nie wiem. W zamku chyba. Tak, tak mi się zdaje, że poszła już spać.
- Dobrze, bardzo dobrze. I ty powinnaś iść od razu w jej ślady.
- Czemu? - zapytała Em lekko zmieszana reakcja Leśnej Damy.
Driada nic nie odpowiedziała. Poderwała się i jak kocica wskoczyła na
drzewo.
- Wskakuj na drzewo, szybko. Zbierają się. Znalazły to czego szukają.
Emtri dziwiła się coraz bardziej, ale wykonywała polecenia opiekunki.
Usiadła na jednej z gałęzi i spojrzała w dół. Pod pniem zbierało się coraz
więcej Cril`ohnelon-ów.
- Emtri, użyj szybko mocy. Nie ruszaj się i zakamufluj - szepnęła Wajkil.
- Skąd wiesz, że mam taką moc?
- Twoje pytanie jest nie w czas. Ja wskoczę wyżej żeby mnie nie widziały, ty
użyj mocy.
- Dobra - wyszeptała nerwowo i zamknęła oczy. Musiała się skupić, ale
rozpraszał ją cichy szelest dobiegający z dołu.
***
Thira siedziała na parapecie. Było już grubo po pierwszej, a Emtri nadal nie
wracała. Wiedziała, że przyjaciółka będzie na nią obrażona, ale nie
spodziewała się, że nie wróci na noc. Martwiła się coraz bardziej. Księżyc
był w pełni, ale od jakiegoś czasu rozbłysła wokół niego czerwona poświata.
Był to zły znak. Ludzie, kiedy jeszcze istnieli, tłumaczyli to zbliżaniem
się do siebie planet i różnymi innymi czynnikami naturalnymi. Mylili się,
ponieważ każdy szanujący się Lhot`en wiedział, że księżyc reaguje na
wydarzenia w Wielkim Lesie. Właśnie tam była teraz Emtri i wyraźnie była w
niebezpieczeństwie.
- Co się dzieje? - rozległ się cichy szept z za pleców Elfki.
Ti przestraszyła się. Odwróciła się gwałtownie. Zobaczyła Syiu, miała
przerażoną minę.
- Gdzie jest Emtri?- zapytała jeszcze raz piskliwym głosem.
- W lesie.
- Czemu jest tam sama? Pokłóciłyście się?
- Tak odpowiedziała sucho Thira. Nadal była wściekła na Tynii za to, że
wierzyła Garry'emu, ale nadal nie mogła pokazać, że coś o tym wie.
- Przepraszam. Przepraszam, Thira. Garry mówił o was takie złe rzeczy.
Mówił, że mnie wykorzystujecie, ja nie wiedziałam, że ma dar. Myślałam, że
jego ludzka krew to wyklucza- mamrotała Tynii, a potem rzuciła się koleżance
na szyję. Co się stało? Czemu ona tam jest? Mów Thira! Proszę cię!
- Pokłóciłyśmy się o Toma, o przeszłość. Teraz dzieje się coś niedobrego.
- Chodźmy tam! Ja nas przeniosę! - wydusiła z entuzjazmem Syiu.
- Nie nic nie możemy zrobić- mruknęła Thira pochylając głowę. - Jak to?
- Ona jest jedną z nich. Nie do końca, ale jest. Ma prawo tam przebywać i
wszyscy ją tam będą chronić. My nie możemy liczyć na pomoc z czyjejkolwiek
strony. Widzisz co się dzieje. Jeśli się tam przeniesiemy, zginiemy.
- Więc co możemy zrobić?
- Nic.
Thira odwróciła głowę. Spojrzała jeszcze raz w szybę sięgającego sufitu
okna. Tynii usiadła obok niej, na poduszce leżącej na parapecie. Bez słowa
obserwowały oddalony o kilkanaście metrów las. Co jakiś czas gdzieś z
powietrza niczym spadające gwiazdy zlatywały między drzewa smugi błękitnego
światła. Powietrze stało w miejscu. Słyszały wycie wilków, krzyki Centaurów,
rżenie jednorożców i przedziwny, doprowadzający do obłędu pisk.
Nagle z pomiędzy drzew wybiegł olbrzymi, czarny wilk.
- To chyba Wilgo - odezwała się Thira.
- Kto to Wilgo?
- Emtri opowiadała mi o nim. Jest najważniejszy i największy w całej sforze.
Ma też dużo do powiedzenia w Radzie Lasu.
- Spójrz - pisnęła Tynii.
Za wilkiem leciało coś przypominającego kule błękitnego światła.
- Ojej- wydyszała Elfka.
- Co "ojej", Ti? Wiesz co to jest?
- Kiedyś babcia o nich mówiła. Nie wiem jak się nazywają. Nigdy nie chciała
wypowiedzieć tej nazwy. Mówiła tylko, że przybywali kiedy byliśmy wyjątkowo
słabi, doprowadzali do szaleństwa, porywali Elfy by zamieniać ich w takich
ja oni. To przez nich, przez nich podobno wyginęli ludzie i to oni wysysają
moc. Przez te stworzenia coraz częściej rodzą się bez mocy. Widzisz jak
lśnią? To właśnie moce. Ciągle próbują zniszczyć kolejną rasę. Na nas polują
szczególnie, gdyż nasz lud ma najwięcej mocy.
Babcia mówiła, że odkąd mamy opiekuna nie atakowali.
- Opiekuna? Kim on jest? I czemu nie mówili nam nic o nich?
- Nie wiem. Szukałam wszędzie czegoś więcej o tych stworzeniach, chciałam
znać nazwę, ale nic nie ma. Ani słóweczka- rzuciła zamykając oczy.
Musiała się skoncentrować. Czarny wilk biegł szybko i lada chwila mógł
zniknąć z kręgu jej mocy. Nagle w jej głowie odezwał się głos. Zimny i
przeszywający. Mówił coś w niezrozumiałym języku. Thira jeszcze mocniej
zmrużyła oczy. Usłyszała krzyk. Miała wrażenie, że jej głowa zaraz pęknie
na milion kawałeczków. Chciała przerwać, ale głos penetrował jej głowę. Jej
całe ciało zdrętwiało, a włos najeżyły się. Tynii spojrzała ze strachem w
oczach na swoja koleżankę. Oczy Thiry zaszły mgłą, jej
bezwładne ciało uniosło się kilka centymetrów nad ziemią, a potem opadło z
cichym łoskotem na podłogę.


komentarze [6]

***VIII*** >> wtorek, 13 czerwca 2006 23:19:44
-Tilke! Wajkil! Zwolnijcie. Chcę z wami porozmawiać- Emtri biegła lekko za dwoma szczupłymi Driadami. Jedna z nich, złotowłosa- Wajkil, trzymała w ręku miecz i rozglądała się uważnie. Jej błękitne oczy błądziły po zaroślach, jakby w poszukiwaniu czegoś. Twarz drugiej Dziwożony nie wyrażała żadnych uczuć. Po prostu ignorowały słowa młodej Elfki.
-Tilke odpowiedz mi- zażądała Em zatrzymując się stanowczo.
-Nie możemy z tobą rozmawiać - odpowiedziała Driada odrzucając z twarzy pasma czarnych włosów.
-Dlaczego?
-Twe pytania są nie na miejscu, tak samo jak bunt. Idź i nie sprzeciwiaj się woli Pani.
-Ale...
-Zamilcz. Idziemy -Tilke spojrzała na nią groźnie, a jej głos nie brzmiał tak melodyjnie jak zawsze.
-Co się stało? Czemu jesteście złe? Kim jest ten "opiekun"? Wajkil powiedz mi.
- Jesteś zbyt młoda. Za dużo zadajesz pytań, choć odpowiedzi są tak blisko i sama możesz po nie sięgnąć.
- Tryplot`et weligjo Wajkil! Tryplot`et!- Warknęła Tilke już całkiem jak nie Leśna Pani.
-Ertes j`lki- odpowiedziała spokojnie druga.
- Co ona powiedziała Wajkil? Nie rozumiem jeszcze was na, tyle więc rozmawiajcie wspólnym.
-Moje słowa nie były przeznaczone dla ciebie, więc nie musisz ich rozumieć.
Emtri miała już na końcu języka odpowiedź na bezceremonialne odzywki Tilke, ale ta nagle rzuciła się na nią.
-Co się dzieje?- Wydusiła z siebie Em.
-Ciii...-usłyszała gdzieś z oddali głos złotowłosej.
Cieszę panującą w lesie przerwał przerażający wrzask. Rozległ się tętent kopyt i łomotanie skrzydeł.
-Szybciej, szybciej! Ukryjcie się! - zabrzmiał twardy głos. Był to jeden z Centaurów. W dłoni ściskał długi kij.
-Yekanel Wajkil!
-Nerkem!
-Tyu`liken!!! Ond-eg Emtries!
-Wajkil tłumacz!
-Tilke biegnie zawiadomić Panią, a ja mam się zająć tobą. Chodź szybko!
-Ale co się dzieje?
-Nie ma strażnika, las jest zagrożony. Podążaj za mną, już!
Wbiegły w miejsce, gdzie drzewa rosły tak gęsto, że ich korony nie przepuszczały światła księżyca. Gdyby Emtri nie czuła ręki Wajkil na swoim przegubie mogłaby pomyśleć, że jest sama. Driada biegła bezszelestnie.
-Och Młoda Elfko przyłóż się, strasznie hałasujesz!
-Nie jestem Driadą!
-Ale płynie w tobie nasza krew. I nie krzycz tak, bo nas znajdą. Same kłopoty przez ciebie.
-Przeze mnie? Przecież ja nic nie robie. Ale kto nas usłyszy?
- Nie mają nazwy w waszym języku. We wspólnym też nie. My nazywamy je Cril`ohnelon.
-Czyli?
-To połączenie dwóch słów: błękit i tajemnica.
-Głupia nazwa.
-Acha to młode pokolenie. Wysławiacie się po ludzku. Jeszcze tylko brakuje żebyście klęli jak krasnoludy- zamruczała Wajkil.- Wasz niegdyś podziwiany język stał się taki pospolity.
-Mówię tak, bo jest krócej.
-Wiem, tylko zaprawdę nie rozumiem skąd wam się to bierze. Spieszyć mogą się ludzie…
-Ludzi nie ma. Tak uczą nas w szkole.
-Nie wierz we wszystko, czego was uczą. O Cril`ohnelon nigdy pewnie nie słyszałaś, a istnieją i od wieków mają się całkiem dobrze.
-Jak te stwory wyglądają.
-Nie wiem. Urodziłam się w czasach, kiedy nie nawiedzały już tego lasu.
-Więc skąd wiesz, że to one? Skąd wiesz, że w ogóle coś takiego jest i właśnie akurat teraz nas zaatakowało.
-Niegdyś te zmory nawiedzały nasze ludy nie rzadko. Są o nich legendy, opowieści. Niegdyś uczono o nich i w waszej szkole, ale wycofano je ze światła dziennego, wraz z pojawieniem się Opiekuna.
Emtri słuchała z otwartymi ustami. Chciała wiedzieć jak najwięcej o błękitnych, tajemniczych stworach. Nawet nie zauważyła, kiedy drzewa się przerzedziły.
-Tu nie jesteśmy bezpieczne- szepnęła Tilke kiedy weszły na polane.
Obok ramienia Emtri przeleciało coś niebieskiego i ciepłego. Drzewo stojące kilka metrów dalej otoczyły błękitne niteczki.
- Co to jest?
-To mała część tego, co potrafią nasi wrogowie. I stąd ich nazwa.
***
Wiatr targał korony drzew, a chmury przyćmiły księżyc. Na jednej z gałęzi siedział dziwny stwór. Jego przejrzyste ciało lśniło błękitem i emanowało bladym światłem. Nie poruszała się, jedynie czarne źrenice błądziły dziko po czerwonych gałkach oczu stwora.
Pod drzewem na którym siedział zaszeleściła złamana gałąź. Rozległ się melodyjny szept. Czarne szparki zatrzymały się i zwężyły jeszcze bardziej. Cienka błona pokrywająca twarz Cril`ohnelon-a rozdzieliła się na dwoje, tworząc coś przypominającego usta. Jego pierś wypięła się nieznacznie, wydał z siebie cichy, ale przeszywający skrzek. Cały las uspokoił się. Wiatr ucichł, a gwiazdy zbladły. Niebieski cień spłynął po pniu niczym lekki podmuch.
Był blisko, kilka metrów od Niej, ale musiał poczekać, poczekać aż przybędą pozostali. Jej każdy oddech był splamiony, tak chciał by można było już zgładzić Opiekuna, ale potrzebna była Ona, Królowa. Dopóki Ona żyła, on też… Ale już niedługo. Miał ją na wyciągnięciu ręki i nawet całą Armia Lasu nic nie mogła zdziałać…
Rozległ się jeszcze jeden skrzek, potem cichy świst, błękitne światło i krzyk bólu. Załomotały skrzydła i zadudniły kopyta, a potem zaległa cisza. Niespokojna, przerażająca cisza…


komentarze [14]




Księga gosci

Jesteś Duszyczką na moim blogu








.::Spłonęło::.

2006
luty (1)
marzec (6)
kwiecień (1)
czerwiec (2)

2007
czerwiec (1)
październik (1)

2008
marzec (1)

2009
kwiecień (1)



.::Ulubieni::.







.:::Ogniste płomienie::.





lay by black-kuba
Content by anitka-iskra