Mój znak


Zapamiętaj



Księga Gwiazd

Przejrzyj
Zostaw



Archiwum

2006
luty (1)
marzec (6)
kwiecień (1)
czerwiec (2)

2007
czerwiec (1)
październik (1)

2008
marzec (1)

2009
kwiecień (1)





Ulubieni

mloda-bellatriksinek



Linki

Prawdziwe:)
Poprostu Tess

Ocenki
Szybkie-Oceny
Loża Szyderców

Magiczne!
zostań wampierm:)
historia Belli Black






Reaktywacja >> wtorek, 14 kwietnia 2009 17:28:07
Reaktywuje blog...tzn wciąż nad tym sięzastanawiam ale możliwe... Choć czas wciąż nie pozosta ł określony... No cóż kidyś napewno.
komentarze [0]

x >> środa, 12 marca 2008 19:35:13
xxxxx
komentarze [1]

: >> piątek, 12 października 2007 23:57:34
:P
komentarze [1]

NOtka ratunkowa >> wtorek, 26 czerwca 2007 02:01:21
Dodaje to tylko zeby mnie nie usuneli...sory za dalszy brak weny...eh
komentarze [0]

***IX*** >> środa, 28 czerwca 2006 20:50:39
- Biegnij, biegnij - Krzyknęła Wajkil słysząc zbliżającego się wroga.
Emtri zauważyła błękitny cień ześlizgujący się po drzewie, było w nim coś
niesamowitego, hipnotyzującego. Chciała się zatrzymać i przyjrzeć, ale ręka
Driady była niczym żelazna obręcz.
- Puść, chcę zobaczyć!
- Chodź!
Wciągnęła ją w krzaki przy ścieżce i przystawiła jej palec do ust. Cień
przemknął bezgłośnie. Jego oczy były krwistoczerwone, przecinały cienkie
paseczki źrenic. Przejrzyste ciało okrywał lekki długi, powiewający
płaszcz.
- Gdzie jest Thira? - zapytała Wajkil kiedy stwór przemknął obok nich.
- Czemu teraz o nią pytasz?
- Gdzie przebywa?! - krzyknęła. W jej głosie brzmiało zdenerwowanie.
- Nie wiem. W zamku chyba. Tak, tak mi się zdaje, że poszła już spać.
- Dobrze, bardzo dobrze. I ty powinnaś iść od razu w jej ślady.
- Czemu? - zapytała Em lekko zmieszana reakcja Leśnej Damy.
Driada nic nie odpowiedziała. Poderwała się i jak kocica wskoczyła na
drzewo.
- Wskakuj na drzewo, szybko. Zbierają się. Znalazły to czego szukają.
Emtri dziwiła się coraz bardziej, ale wykonywała polecenia opiekunki.
Usiadła na jednej z gałęzi i spojrzała w dół. Pod pniem zbierało się coraz
więcej Cril`ohnelon-ów.
- Emtri, użyj szybko mocy. Nie ruszaj się i zakamufluj - szepnęła Wajkil.
- Skąd wiesz, że mam taką moc?
- Twoje pytanie jest nie w czas. Ja wskoczę wyżej żeby mnie nie widziały, ty
użyj mocy.
- Dobra - wyszeptała nerwowo i zamknęła oczy. Musiała się skupić, ale
rozpraszał ją cichy szelest dobiegający z dołu.
***
Thira siedziała na parapecie. Było już grubo po pierwszej, a Emtri nadal nie
wracała. Wiedziała, że przyjaciółka będzie na nią obrażona, ale nie
spodziewała się, że nie wróci na noc. Martwiła się coraz bardziej. Księżyc
był w pełni, ale od jakiegoś czasu rozbłysła wokół niego czerwona poświata.
Był to zły znak. Ludzie, kiedy jeszcze istnieli, tłumaczyli to zbliżaniem
się do siebie planet i różnymi innymi czynnikami naturalnymi. Mylili się,
ponieważ każdy szanujący się Lhot`en wiedział, że księżyc reaguje na
wydarzenia w Wielkim Lesie. Właśnie tam była teraz Emtri i wyraźnie była w
niebezpieczeństwie.
- Co się dzieje? - rozległ się cichy szept z za pleców Elfki.
Ti przestraszyła się. Odwróciła się gwałtownie. Zobaczyła Syiu, miała
przerażoną minę.
- Gdzie jest Emtri?- zapytała jeszcze raz piskliwym głosem.
- W lesie.
- Czemu jest tam sama? Pokłóciłyście się?
- Tak odpowiedziała sucho Thira. Nadal była wściekła na Tynii za to, że
wierzyła Garry'emu, ale nadal nie mogła pokazać, że coś o tym wie.
- Przepraszam. Przepraszam, Thira. Garry mówił o was takie złe rzeczy.
Mówił, że mnie wykorzystujecie, ja nie wiedziałam, że ma dar. Myślałam, że
jego ludzka krew to wyklucza- mamrotała Tynii, a potem rzuciła się koleżance
na szyję. Co się stało? Czemu ona tam jest? Mów Thira! Proszę cię!
- Pokłóciłyśmy się o Toma, o przeszłość. Teraz dzieje się coś niedobrego.
- Chodźmy tam! Ja nas przeniosę! - wydusiła z entuzjazmem Syiu.
- Nie nic nie możemy zrobić- mruknęła Thira pochylając głowę. - Jak to?
- Ona jest jedną z nich. Nie do końca, ale jest. Ma prawo tam przebywać i
wszyscy ją tam będą chronić. My nie możemy liczyć na pomoc z czyjejkolwiek
strony. Widzisz co się dzieje. Jeśli się tam przeniesiemy, zginiemy.
- Więc co możemy zrobić?
- Nic.
Thira odwróciła głowę. Spojrzała jeszcze raz w szybę sięgającego sufitu
okna. Tynii usiadła obok niej, na poduszce leżącej na parapecie. Bez słowa
obserwowały oddalony o kilkanaście metrów las. Co jakiś czas gdzieś z
powietrza niczym spadające gwiazdy zlatywały między drzewa smugi błękitnego
światła. Powietrze stało w miejscu. Słyszały wycie wilków, krzyki Centaurów,
rżenie jednorożców i przedziwny, doprowadzający do obłędu pisk.
Nagle z pomiędzy drzew wybiegł olbrzymi, czarny wilk.
- To chyba Wilgo - odezwała się Thira.
- Kto to Wilgo?
- Emtri opowiadała mi o nim. Jest najważniejszy i największy w całej sforze.
Ma też dużo do powiedzenia w Radzie Lasu.
- Spójrz - pisnęła Tynii.
Za wilkiem leciało coś przypominającego kule błękitnego światła.
- Ojej- wydyszała Elfka.
- Co "ojej", Ti? Wiesz co to jest?
- Kiedyś babcia o nich mówiła. Nie wiem jak się nazywają. Nigdy nie chciała
wypowiedzieć tej nazwy. Mówiła tylko, że przybywali kiedy byliśmy wyjątkowo
słabi, doprowadzali do szaleństwa, porywali Elfy by zamieniać ich w takich
ja oni. To przez nich, przez nich podobno wyginęli ludzie i to oni wysysają
moc. Przez te stworzenia coraz częściej rodzą się bez mocy. Widzisz jak
lśnią? To właśnie moce. Ciągle próbują zniszczyć kolejną rasę. Na nas polują
szczególnie, gdyż nasz lud ma najwięcej mocy.
Babcia mówiła, że odkąd mamy opiekuna nie atakowali.
- Opiekuna? Kim on jest? I czemu nie mówili nam nic o nich?
- Nie wiem. Szukałam wszędzie czegoś więcej o tych stworzeniach, chciałam
znać nazwę, ale nic nie ma. Ani słóweczka- rzuciła zamykając oczy.
Musiała się skoncentrować. Czarny wilk biegł szybko i lada chwila mógł
zniknąć z kręgu jej mocy. Nagle w jej głowie odezwał się głos. Zimny i
przeszywający. Mówił coś w niezrozumiałym języku. Thira jeszcze mocniej
zmrużyła oczy. Usłyszała krzyk. Miała wrażenie, że jej głowa zaraz pęknie
na milion kawałeczków. Chciała przerwać, ale głos penetrował jej głowę. Jej
całe ciało zdrętwiało, a włos najeżyły się. Tynii spojrzała ze strachem w
oczach na swoja koleżankę. Oczy Thiry zaszły mgłą, jej
bezwładne ciało uniosło się kilka centymetrów nad ziemią, a potem opadło z
cichym łoskotem na podłogę.


komentarze [6]

***VIII*** >> wtorek, 13 czerwca 2006 23:19:44
-Tilke! Wajkil! Zwolnijcie. Chcę z wami porozmawiać- Emtri biegła lekko za dwoma szczupłymi Driadami. Jedna z nich, złotowłosa- Wajkil, trzymała w ręku miecz i rozglądała się uważnie. Jej błękitne oczy błądziły po zaroślach, jakby w poszukiwaniu czegoś. Twarz drugiej Dziwożony nie wyrażała żadnych uczuć. Po prostu ignorowały słowa młodej Elfki.
-Tilke odpowiedz mi- zażądała Em zatrzymując się stanowczo.
-Nie możemy z tobą rozmawiać - odpowiedziała Driada odrzucając z twarzy pasma czarnych włosów.
-Dlaczego?
-Twe pytania są nie na miejscu, tak samo jak bunt. Idź i nie sprzeciwiaj się woli Pani.
-Ale...
-Zamilcz. Idziemy -Tilke spojrzała na nią groźnie, a jej głos nie brzmiał tak melodyjnie jak zawsze.
-Co się stało? Czemu jesteście złe? Kim jest ten "opiekun"? Wajkil powiedz mi.
- Jesteś zbyt młoda. Za dużo zadajesz pytań, choć odpowiedzi są tak blisko i sama możesz po nie sięgnąć.
- Tryplot`et weligjo Wajkil! Tryplot`et!- Warknęła Tilke już całkiem jak nie Leśna Pani.
-Ertes j`lki- odpowiedziała spokojnie druga.
- Co ona powiedziała Wajkil? Nie rozumiem jeszcze was na, tyle więc rozmawiajcie wspólnym.
-Moje słowa nie były przeznaczone dla ciebie, więc nie musisz ich rozumieć.
Emtri miała już na końcu języka odpowiedź na bezceremonialne odzywki Tilke, ale ta nagle rzuciła się na nią.
-Co się dzieje?- Wydusiła z siebie Em.
-Ciii...-usłyszała gdzieś z oddali głos złotowłosej.
Cieszę panującą w lesie przerwał przerażający wrzask. Rozległ się tętent kopyt i łomotanie skrzydeł.
-Szybciej, szybciej! Ukryjcie się! - zabrzmiał twardy głos. Był to jeden z Centaurów. W dłoni ściskał długi kij.
-Yekanel Wajkil!
-Nerkem!
-Tyu`liken!!! Ond-eg Emtries!
-Wajkil tłumacz!
-Tilke biegnie zawiadomić Panią, a ja mam się zająć tobą. Chodź szybko!
-Ale co się dzieje?
-Nie ma strażnika, las jest zagrożony. Podążaj za mną, już!
Wbiegły w miejsce, gdzie drzewa rosły tak gęsto, że ich korony nie przepuszczały światła księżyca. Gdyby Emtri nie czuła ręki Wajkil na swoim przegubie mogłaby pomyśleć, że jest sama. Driada biegła bezszelestnie.
-Och Młoda Elfko przyłóż się, strasznie hałasujesz!
-Nie jestem Driadą!
-Ale płynie w tobie nasza krew. I nie krzycz tak, bo nas znajdą. Same kłopoty przez ciebie.
-Przeze mnie? Przecież ja nic nie robie. Ale kto nas usłyszy?
- Nie mają nazwy w waszym języku. We wspólnym też nie. My nazywamy je Cril`ohnelon.
-Czyli?
-To połączenie dwóch słów: błękit i tajemnica.
-Głupia nazwa.
-Acha to młode pokolenie. Wysławiacie się po ludzku. Jeszcze tylko brakuje żebyście klęli jak krasnoludy- zamruczała Wajkil.- Wasz niegdyś podziwiany język stał się taki pospolity.
-Mówię tak, bo jest krócej.
-Wiem, tylko zaprawdę nie rozumiem skąd wam się to bierze. Spieszyć mogą się ludzie…
-Ludzi nie ma. Tak uczą nas w szkole.
-Nie wierz we wszystko, czego was uczą. O Cril`ohnelon nigdy pewnie nie słyszałaś, a istnieją i od wieków mają się całkiem dobrze.
-Jak te stwory wyglądają.
-Nie wiem. Urodziłam się w czasach, kiedy nie nawiedzały już tego lasu.
-Więc skąd wiesz, że to one? Skąd wiesz, że w ogóle coś takiego jest i właśnie akurat teraz nas zaatakowało.
-Niegdyś te zmory nawiedzały nasze ludy nie rzadko. Są o nich legendy, opowieści. Niegdyś uczono o nich i w waszej szkole, ale wycofano je ze światła dziennego, wraz z pojawieniem się Opiekuna.
Emtri słuchała z otwartymi ustami. Chciała wiedzieć jak najwięcej o błękitnych, tajemniczych stworach. Nawet nie zauważyła, kiedy drzewa się przerzedziły.
-Tu nie jesteśmy bezpieczne- szepnęła Tilke kiedy weszły na polane.
Obok ramienia Emtri przeleciało coś niebieskiego i ciepłego. Drzewo stojące kilka metrów dalej otoczyły błękitne niteczki.
- Co to jest?
-To mała część tego, co potrafią nasi wrogowie. I stąd ich nazwa.
***
Wiatr targał korony drzew, a chmury przyćmiły księżyc. Na jednej z gałęzi siedział dziwny stwór. Jego przejrzyste ciało lśniło błękitem i emanowało bladym światłem. Nie poruszała się, jedynie czarne źrenice błądziły dziko po czerwonych gałkach oczu stwora.
Pod drzewem na którym siedział zaszeleściła złamana gałąź. Rozległ się melodyjny szept. Czarne szparki zatrzymały się i zwężyły jeszcze bardziej. Cienka błona pokrywająca twarz Cril`ohnelon-a rozdzieliła się na dwoje, tworząc coś przypominającego usta. Jego pierś wypięła się nieznacznie, wydał z siebie cichy, ale przeszywający skrzek. Cały las uspokoił się. Wiatr ucichł, a gwiazdy zbladły. Niebieski cień spłynął po pniu niczym lekki podmuch.
Był blisko, kilka metrów od Niej, ale musiał poczekać, poczekać aż przybędą pozostali. Jej każdy oddech był splamiony, tak chciał by można było już zgładzić Opiekuna, ale potrzebna była Ona, Królowa. Dopóki Ona żyła, on też… Ale już niedługo. Miał ją na wyciągnięciu ręki i nawet całą Armia Lasu nic nie mogła zdziałać…
Rozległ się jeszcze jeden skrzek, potem cichy świst, błękitne światło i krzyk bólu. Załomotały skrzydła i zadudniły kopyta, a potem zaległa cisza. Niespokojna, przerażająca cisza…


komentarze [14]

*** >> wtorek, 25 kwietnia 2006 20:04:18
Przepraszam, że tak długo nic nie dodaje, ale mam tyle zajęć... Ale tworze mam juz połowe notki, więc może niedługo...
komentarze [5]

***VII*** >> sobota, 25 marca 2006 22:48:31
Przyjaciółki wyszły powoli z sali. Thira ociągała się, ale wiedziała, że to nic nie da.
- To co, miałaś mi coś powiedzieć prawda?- zagadnęła Emtri.
- No tak...ale chodźmy się przejść. W pokoju pewnie będzie Tynii, a narazie nie mam ochoty się z nia widzieć.
- Masz rację. Chodźmy.
Wyszły z budynku na oświetloną blaskiem księżyca polanę i skierowały się w stronę lasu. Tam mogły czuć się bazpieczne. Lasem rządziły Driady i Centaury, które nie przepadały za ludźmi, ale uwielbiały towarzystwo elfów, zwłaszcza tych, w których żyłach płynęła ich krew. Emtri dopiero w pierwszej klasie dowiedziała się, że jej prababka, która zginęła podczas wojny o Dolinę Słowików była w połowie Driadą. To zapewniało im całkowite bezpieczeństwo ze strony wszystkich leśnych stworzeń.
- A więc tak...- zaczęła nieśmiało Ti. Głośno wypuściła powietrze. Zaczęła jeszcze raz- Pamiętasz jeszcze w tamtym roku przyjaźniłam się z Tomem, a Garry- przerwała na chwilę opuszczając wzrok- A Garry był moim chłopakiem- dokończyła starając się zachować kamienną mine i spokojny głos.
-Wiem- potwierdziła cicho Em.
- A więc chodząc z Garrym czułam, że cały świat stara się abym była szczęśliwa. I chciałam żebyś ty tez cieszyła się moim szczęściem, ale tak nie było. Cały czas myslałaś o Tomie i nie chciałaś mnie słuchać.Wiem, że ta kłutnia która wtedy miała miejsce to była moja wina. Wtedy nie chciałam dopuścić tej myśli do siebie. Ale miałam powód by się wściekać.
-Jaki? Nic mi wtedy niepowiedziałaś. Poprostu nawrzeszczałaś na mnie o byle co i wyszłaś obrażona na świat.
-Wiem. Ale to nie była twoja wina. Garry ne wiedział, że moge czytać w jego myślach więc często robiłam to bezkarnie. Początkowo wszystko było dobrze. Myślał tylko o mnie, ale po jakimś czasie coś się zmieniło. W jego głowie coraz częściej zaczął pojawiać się ktoś inny. Zaczęłaś pojawiać się TY!
- Och. Thira ja...ja nie wiedziałam.
- Nie tłumacz się poczekaj aż skończe. Wiedziałam, że jesteś po części Driadą i nie masz wpływu na to, ale poprostu doprowadało mnie do szału to, że z kim bym się nie związała on po pewnym czasie myślał tylko o tobie. Fakt to po jakims czasie mijało, tak jak wszystkie czary Driad, ale mimo wszystko...- Przerwała na dłuższą chwilę, jednak widząc wyczekującą twarz przyjaciółki zaczęła mówić dalej- Wybiegłam z pokoju. Miałam ochotę zrobic coś co cię dotknie aż do samego serca. Chciałam żebys poczuła się choć raz jak ja. I wtedy przyszedł mi do głowy pomysł. Przyjaźniłam się z Tomem. Postanowiłam to wykorzystać. Odreagować.
Oczy Emtri zrobiły się okrągłe jak filiżanki. Mogła się spodziewać co Ti powie dalej. Już na poczatku obiecała sobie, że wysłucha jej do końca i mimo wszystko postanowiła się tego trzymać.
- Pobiegłam do chłopaków. W pokoju nie było Garrego. Tom siedział sam. Na mój widok uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech- musiała ukryć zdenerwowanie. Wiesz już pewnie co chciałam zrobić, ale proszę wysłuchaj mnie- powiedziała cicho.
- Mów dalej.
- Rzuciłam mu się na szyję. Zaczelismy sie całować. Mimo moich podejrzeń nie sprzeciwiał się, wręcz przeciwnie- powiedziała zmieszana.- Po chwili on nie miał juz bluzki, moja sukienka leżała gdzieś w drugim końcu pokoju. Zachowywalismy się jak jacyś...jak jacyś ludzie obwładnięci namiętnością.
Oczy Emtri napełniły sie łazami, ale nic niepowiedziała.
-W tym momencie otworzyły sie drzwi- kontynuowała Thira. Po jej policzkach też spływały perlise krople-Stał w nich Garry. Uśmiechał sie szeroko. Mina mu zrzedła, kiedy zobaczył nas prawie nagich na podłodze. W jego oczach zagrały ogniki nienawisci. Myślałam, że rzuci się na Toma, ale nie zrobił tego. Spokojnie podszedł i podał mu ręke, pomógł wstać. Potem uniusł dłoń...- Jej ciałem wstrząsnęły gwałtownie wspomnienia. Tak jakby przez chwilę poczuła okropny ból i próbowała powstrzymać krzyk.
- Nigdy nie czułam czegos takiego. Uniosłam się do góry. Oczy zaszły mi łzami, a ciało prezszył ból, straszny ból. Wylądowałam na ścianie. Nic nie widziałam. Sałyszałam tylko okrutny śmiech. Rozumiesz on się ...smiał! Jeszcze kilka razy unosiłam się i spadałam czując jak moje kości łamią się. Potem dał mi chwilę przerwy. Odzyskała wzrok. Mogłam spojrzeć mu w oczy. Garry usmiechał się kpiąco. Splunęłam krwią. Spojrzałam na Toma. Przecież się przyjaźniliśmy. Wkońcu on też zawinił, a cierpiałam tylko ja. Czekałam na pomoc...On też się śmiał. Ten śmiech był wymuszony, ale mimo wszystko. Spojrzała na niego błagalnie. Odwrócił wzrok.
- Zostaw ją już - powiedział tylko.
-Dobrze jak chcesz- odpowiedział Garry spokojnie jakby właśnie skończył bazgrać po zeszycie, a nie połamał mi połowę kości.
Ruszył jeszcze raz ręką. Wyszeptał formułke. Pamiętam tylko świst w uszach, znów ból, a potem straciłam przytomość. Obódziłam się po dopiero po kilku godzinach w naszym pokoju. Mówiłam, że poturbowało mnie stado uciekających jednarożców. Nie chciałam żebys się dowiedziała. Reszte już znasz- zakończyła cicho, patrząc w ziemię.
Emtri nic nie odpowiedziała. Odwróciła się na pięcie i pobiegła w głab lasu. Thira spodziewała się takiej reakcji. Ruszyła szybko w strone zamku. Mimo iż kochała ten las, a Driady, Centaury i wszytskie inne zwierzęta leśnie ją lubiły, niebezpieczne było przebywanie tu kiedy Emtri była na nią wściekła. Wkońcu w jej żyłach płynęła krew Leśnych Dam, a więc były po jej stronie, a w złości mogła im coś powiedzieć co mogło, by się przypadkiem tragicznie skończyć. Wybiegła z lasu, a gdzieś z oddali dobiegło ją wycie wilków. Obejrzała się jeszcze raz za siebie. Tej nocy w lesie nikt nie będzie bezpieczny. Nikt oprócz jego mieskaniców i ich potomków.
**********************************************************************
Emtri wbiegła pomiędzy drzewa. Nie mogła uwierzyc w to co przed chwilą powiedziała jej przyjaciółka.
-Jak ona mogła-powiedziała półgłosem. Przyśpieszyła. Nie obchodziło ją gdzie biegnie i co się z nią stanie, nic już nie było ważne. Tylko ta jedna myśl w głowie: Jak ona mogła, jak on...jak mogli?
Wreszcie nogi same zaprowadziły ją do ulubionego miejsca w centrum lasu. Rosło tam olbrzymie stare drzewo, którego nazwy nikt nie znał. Najstarsi z ich ludu pamietali je już jako stare drzewo. Mówiono, że ma tyle lat co cały świat.
Usiadła pomiędzy jego korzeniami. Dyszała ciężko, ale już po chwili uspokoiła się wdychając słodką woń kwiatów i żywicy. W lesie panowała już wiosna. Em spojrzała w gwiazdy. Kochała je. Może dlatego, że rozumiała co w nich jest zapisane. Noc była piękna. Księżyc w pełni otaczał wszystko wokół niesamowitą poświatą, a las milczał jakby w oczekiwaniu na coś.
Nagle usłyszała wycie wilka. Potem następnego i znów kolejnego. Odzywały się coraz bliżej. Wiedziała, że nic jej nie zrobią, ale wiedziała też, że Wilgo największy z całej chordy wyje tylko kiedy jest to konieczne. A więc tylko wtedy kiedy zwołuje cały las na zebranie pod drzewem, w którego korzeniach właśnie siedziała. Coś się stało, przeszło jej przez myśl. Nie zastanawiając się długo wspieła się po najniższych gałęziach. Niepowinna tu teraz być, niepowinna nic słyszeć, ale czuła, że musi zostać. Zamknęła oczy. Już po chwili jej ciało przybrało kolor gałęzi drzewa.
-A jednak talent czasami się przydaje- wyszeptała dumna z siebie-mam tylko nadzieje, że Thira opuściła już granice lasu.
Emtri dobrze wiedziała, co by się stało gdyby jej przjaciółce nie udałoby się wyjść na czas. Znając porywczość Centaurów, jutro niemiała by się już na kogo gniewać.
Nie minęło pięć minut kiedy z zarośli zaczęli wyłaniać się mieszkańcy puszczy. Wilgo siedział już pod drzewem i czekał na wszystkich. Stojąca na drzewie dziewczyna rozejrzała się dokładnie. Nie było tylko Driad. Dziwożony jak zwykle spóźniały się. Były jedynymi kobietami w lesie, a więc musiały robic wrażenie. Dopiero kiedy minęło kilka następnych minut Elfka usłyszała cichy szmer. Już po chwili na polanie zaczęły pojawiać się skąpo ubrane kobiety-wojowniczki. Za nimi szły, a raczej sunęły pozostałe, w zwiewnych białych sukniach i rozpuszczonych długich włosach opadających kaskadami na zgrabne ramiona. Otaczała je jasna aura. Wojowniczki stanęły z tyłu, pilnując bezpieczeństwa swej królowej. Pozostałe zbliżyły się do zebranych. Najpiękniejsza z nich, o błękitnych oczach i kasztanowych włosach, odezwała się melodyjnym głosem:
- Widzę że jestesmy już wszyscy. Zaczynaj Wilgo. Mów czego się dowiedziałeś- po tych słowach dała dłonią znak swoim podwładnym, że mogą usiąść i słuchać. Sama spoczęła na tronie, który uformował się z korzeni kiedy tylko zbliżyła się do nich.
- A więc, dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy- warknął olbrzymi czarny wilk. - A mianowicie: zachodnia część zamku, który mieliśmy chronić runęła.
Rozległy się ściszone głosy. Jednorożce nerwowo poruszyly kopytami, a Centaury zgodnie wydały ryk oburzenia. Refel, królowa Driad zrobiła oburzona minę.
-Jak to możliwe? Czemu my nic o tym nie wiemy? Czemu Torval nas nie powiadomił?- zapytała, starannie ukrywając złość i zaniepokojenie.
-Powiadomił, przezemnie- odpowiedział Wilgo z szacunkiem.- A skoro się stało to znaczy, że możliwe.
-Jestem tylko ciekaw gdzie podział się Opiekun zamku?- przerwał mu basem jeden z centaurów, o ciemnych oczach i karym grzbiecie. Jego umięśnione ręce ściskały włócznię, a nozdrza drgały zdradzając wściekłość.
- Niewiem. Próbowałem go wezwać, ale nie odpowiada- warknął Czarny wilk, patrząc na Centaura z ukosa i lekko wyszczerzając kły.
-Dajcie spokój - ziewnęła Refel. W przeciwieństwie do pozostałych władców, nie pozwalała swoim podwładnym zabierać głosu podczas zgromadzeń, dlatego pozostałe Dziwożony nie robiły nic oprucz wydawania z siebie odgłosów oburzenia
.- Powiedz Wilgo, jak przypuszczasz, co mogło się stać, że do tej pory niewzruszony Opiekun nagle pozwolił na zniszczenie sporej części zamku.
-O, nadobna Pani, podejrzewam, że On został uprowadzony. Postaram się dowiedziec jak najwięcej, ale podejrzewam, że mieli w tym swój udział ludzie.
Wiatr na polanie powiał lekko niosąc westchnienia zgromadzonych i Emtri ukrytej na drzewie.
- Niemożliwe!-kryknął kary Centaur- Przeciez od sporu o Atlantydę nie ingerowali w nasze sprawy.
- Wiem, ale mimo to...- wilk urwał w pół zdania - Słucham Yettel.
Róg jednego z jednorożców rozbłysł magicznym światłem. Emtri poczóła wibracje medalionu. Yettel użwyał bardzo strej i silnej magii.
- A więc jeśli pozwolicie wyrażę zdanie swoje i mego ludu- zabrzmiał gdzieś z oddali, głos lekki jak wiosenny wiatr.- Jeśli wiecie, my Whitrelgol jeśli wolicie, Jednorożce, mamy dar wiedzy. Bardzo chciałbym wyjawić wam to co wiemy, ale jest mały problem. Siedzi na drzewie.
Machnął grzywą, a jego róg przez chwile zalśnił mocniej. Emri poczuła jak niewidoczna siła ściąga ją na dół. Przez chwilę nikt nie wiedział o co chodzi. Wszyscy wpatrywali sie w gałęzie dębu mimo iż dziewczyna siedziała na kolanach wśród jego korzeni. Yettel jeszcze raz szarpnął białym łbem i teraz już wszyscy mogli zobaczyć czerwoną ze wstydu Em. W jej czarne włosy wplątały się gałązki, a zielona, szkolna suknia była rozdarta.
- O gwiazdy przenajjaśniejsze- pisnęła Refel- Dziatko moja najukochańsza, a co ty tu robisz?
-Eee..-bąknęła Elfka nie bardzo wiedząc co ma powiedzieć.
-Musisz zginąć dziewko- zaryczał Wilgo, a cała chorda poparła go dzikim wyciem.
- Nigdy!- oburzyła sie Driada- W niej płynie moja krew. Nie powinna tu przebywać, ale ma do tego prawo puki ja tu jestem.
Czarny spojrzał na dziewczynę jeszcze raz, warknął cicho, a potem schylił łeb i przysiadł na zadzie. Centaury też zdawały się nie byc zachwycone. Sapały głośno i patrzyły groźnie gotowe w każdym momęcie zaatakować.
- Jej nie powinno tu być. Gwiazdy nic o tym nie mówią- odezwał się jeden, jego sierść miała miedziany odcień. Spojrzał szybko po swoich szuklając poparcia. Wszyscy zawzięcie kiwali głowami, oprucz jednego, najmłodszego. Miedziany spiorunował go spojrzeniem swych miodowych oczu, a potem znów zwrócił sie do królowej Dziwożon:
- Musimy ją jakoś ukarać.
- Nie prosze, ja...ja tu przypadkiem...yyy...spacerowałam- wydukała Emtri ukrywając szybko medalion, który wydobył sie spod jej sukienki wprost na duży dekold.
- Cisza!- głos Refel był władcz i nie pozostawiał wątpliwości, że była wściekła.- Nie będziemy jej karać. Nie skończyła jeszcze szkoły. Nie wie jak ważne i tajne są nasze spotkania. Tilke, Wajkil odprowadźcie ją do zamku. Ma tam trafić cała i zdrowa, a wy wrócicie i mi wszystko opowiecie.
Miedziany juz otworzył usta żeby coś powiedzieć, ale nie zdąrzył.
- Zebranie powtórzymy jutro. To moje ostatnie słowo. Bez dyskusji. A teraz żegnam panów.
komentarze [8]

***VI*** >> sobota, 18 marca 2006 00:35:11
Do sali powolnym krokiem wszedł Dyrektor. Nic nie mówiąc dał znak i usiadł przy ławie znajdującej się pod największym drzewie w centrum sali. W tej samej chwili pojawiły się chochliki i machając swoimi kruciutkimi łapkami wyczarowały półmiski z jedzeniem. Wszyscy jedli łapczywie, by jak najszybciej dowiedzieć się co ma im do powiedzenia Torval. Po kilku minutach wszystkie talerze były puste, a oczy utkwione w gronie nauczycieli.
- No tak widze, że ciekawość nie pozwala wam cieszyc się czymś tak wspaniałym jak posiłek- powiedział rozbawionym głosem Dyrektor, jednocześnie wstając-A więc proszę wszystkich młodszych uczniów o wyjście.
W sali rozległy się pomruki niezadowolenia i rozrzalenia, ale chcąc nie chcąc młodsi musieli wyjść. Profesor Soremal odprowadził ich wzrokiem, a potem subtelnym gestem uczynił drzwi dźwiękoszczelnymi.
-A więc możemy zaczynać- po tych słowach uniósł lewą dłoń nad głowę i wykonał dość skomplikowanych ruch. Oczom wszystkich zgromadzonych ukazał się olbrzymi chologram. Przedstawiał miejsce w którym znajdowała sie szkoła. O dziwo zamku tam nie było. Emtri westchnęła z uwielbieniem.
Całą doline wypełniały kwiaty, rozwijające powoli poczki. Złocista kula słońca wschodziła nad błękitem morza. Góry na Północ od zamku sprawiały wrażenie złowrogich. Mimo to ich wielkośc dawała wrażenie bezpieczeństwa. Tafla jeziora znajdującego się na południu, czyli (teraz) na wprost wejścia do szkoły lśniła niczym tysiące diamentów. Z lasu na zachodzie, wyłąniały się głowy Centaurów, Driad i innych mieszkańcuw obserwójących coś z wyraźnym zaciekawieniem.
- Na co oni się tak patrza?- zapytała szeptem Ti przyjaciólkę. Jednak Emtri nie zdążyła jej odpowiedzieć gdyż jej oczom ukazała się przedziwna istota. Człowiek. Był wysoki, miał jasno niebieskie oczy i brązową brodę. Jego włosy założone były za śmiesznie małe, okrągłe uszka. Miał na sobie lniane spodnie i białą koszulę o bliżej nie określonym kolorze. Rozglądał się dokładnie wokół siebie jakby oceniając miejsce w którym własnie się znajdował. Odezwał się w dziwny j ęzyku. Jego głos był niski i ciepły, ale nikt z zebranych w sali nic nie zrozumiał.
- Ach przepraszam was moi kochani- usłyszeli głos Torvala- zapomniałem, że nie znacie tego języka. Prosze- machnął dłonia, a obraz znów ruszył. Tym razem rozumieli każde słowo.
- Jeteś pewien, że to odpowiednie miejsce?
- Tak, jestem pewny- odpowiedział melodyjny głos bez wątpliwości należący do elfa.
- Ale chodzi mi o to czy to nie zadaleko od całego waszego kraju, od rodziny od nas ludzi- powiedział człowiek zmartwionym głosem.
- Nie przejmuj się tak bedzie dobrze. Nasze dzieci nie są tak niesamodzielne jak wasz. Oczywiście bez obrazy. Myśle, że tu będą się dobrze czułu, a was poznają w odpowiednim momencie- dopiero teraz mówiący pojawił się w polu widzenia. Miał siegające pasa, jasne włosy zebrane wstążka n akarku. Ubrany był w jedwabne zielone spodnie i o ton jaśniejszą bluzkę. Jego szmaragdowe oczy pobłyskiwały zadowoleniem. Spojrzał na otaczającą ich armie złozoną z Lhot`en i ludzi, wszyscy jak jak jeden mąż przypatrywali się słodkim Dziwożonom.
- Tak to piękne miejsce- powiedział z usmiechem człowiek dążąc za spojrzeniem towarzysz- I bardzo się cieszę, że jesteś co do niego tak pewny. Mój ród przechowuje tylko jeden, a wiesz, że reszty od lat nie widziano. Tym bardziej u ludzi.
- Tak jetsem bardzo wdzięczny, że postanowiłeś nam przekazać tak ważny dla nas przedmiont.
Obraz zniknął. Thira dopiero teraz zauwazyłą, że jest juz całkiem ciemno.
- Ponieważ jest juz późno, resztę historii poznacie za tydzień o tej samej porze- oznajmił Dyrektor- Kiedy już wszystko zobaczycie postaram się odpowiedziec na wszystkie pytania. A teraz śpijcie dobrze.

komentarze [8]

***V*** >> środa, 15 marca 2006 16:06:46
Notka nie długa, ale nie mam narazie zbytnio czasu!!!
************************************************************
Krzyk, trzask znów krzyk… Uderzenie, ból i głośny śmiech…
Oczy dziewczyny napełniły się łzami, których nie potrafiła zatrzymać, choć bardzo chciała. Usłyszała cicho wypowiedzianą formułkę. Nagle stała się lekka, a potem znów krzyk i trzask łamanych kości. Ból, potężny ból…Znów śmiech, okropny zimny, długi. Znów formułka, ruch ręką, trzask, jej własny krzyk. Wszystko zalała czerwień… Wszystko przybrało kolor purpury i śmiech. Potem ktoś coś powiedział. Była tak wycieńczona, że nie rozróżniała głosów. Zrozumiała tylko…
-Zostawmy ją już.
-Dobrze jak chcesz.
Jeszcze raz poczuła ból. Potem cichy szept. Przepaść. Spadała gdzieś w dół, a z oddali było słychać cichy śmiech. Wszędzie krew…
Thira obudziła się. Głowa bolała ją niemiłosiernie. Zresztą nie tylko głowa. Rozejrzała się nieprzytomnie. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że leży na podłodze jednej z klas. Wszyscy uczniowi chichotali patrząc na nią z nad książek.
-Och, a więc się wreszcie obudziłaś?- Zagadnęła Pani Colette ironicznie. Thira poczuła górę lodu w żołądku. Zasnęła na lekcji i to w dodatku na takiej lekcji.
- Pozbieraj się łaskawie i wróć do ławki. Może się jeszcze czegoś nauczysz przez te 6 minut, które nam pozostało. Chodź wątpię- Wygłosiła odwracając się w stronę okna.
-Długo spałam?- Zapytała Ti przyjaciółkę siedzącą po lewo.
- Nie. Tylko… -Zająknęła się.
-Tylko co?- Ponagliła ją
-Mówiłaś przez sen, a raczej sapałaś. Tak jakbyś bardzo cierpiała…
-Ach tak możliwe miała koszmar- Odpowiedziała nerwowo i stanowczo za szybko.
-Domyśliłam się tylko ty…wypowiadałaś imię Toma I Garry- ego… i ja…
Rozległ się gong niepozwalający jej dokończyć. Thira wykorzystała moment i wpiła się wmyśli Em.
"Cholera ja mam pecha. Jakbym ją dobrze przycisnęła to już bym wiedziała, co tom ma wspólnego z jej koszmarami, a może też, czemu tak się nie lubią…"
-Thira przestań mnie czytać!!!
Dziewczyna szybko przerwała więź.
-Przepraszam chciałam ci coś powiedzieć, ale nie chciałam przeszkadzać…
-Dobra nieważne. Chodźmy już na kolację- Powiedziała beztroskim tonem- Pamiętasz? Po kolacji Dziadunio ma nam powiedzieć, co się stało z zamkiem męskim.
-Fakt. To chodźmy- Wydukała z ulgą, że koleżanka nie chce kontynuować tematu i zaczęła drążyć ścieżkę w stronę holu prowadzącego do jadalni. Kiedy dotarły na miejsce zaczęły i szukać miejsca Ti zagadnęła nagle:
-Ty a co z Tynii?
-Nic. Nie odzywa się do nas. Jak ją zagadnęłam pod koniec PsPL to myślałam, że się spali jak tłumaczyła czemu dzisiaj cały dzień spędzi z tym kretynem.
-Ta, ale szczerze mówiąc nie wiedziałam, że ona aż tak dobrze kłamie - Thira uśmiechnęła się i puściła oczko do psiapsióly. Tamta odwzajemniła jej gest, a potem za pomocą dwóch prostych zaklęć oczyściły ławkę pod pięknym, rozłożystym drzewem ze „zbędnych osób”.
Rozsiadły się wygodnie. Na spotkani z Dyrektorem musiały poczekać jeszcze przynajmniej pól godziny. Postanowiły, więc nasycić wzrok pięknymi widokami, które fundował im zachód wrześniowego słońca. Pomarańczowe promienie wlewały się do pomieszczenia przez szyby, z których zbudowane były dwie ściany. Liście drzew rosnących w Sali powiewały lekko od nieistniejącego wiatru, wprawiając uczniów siedzących pod nimi w dziwną euforię na przemian z sennością. Emtri popatrzyła w oczy przyjaciółki. Thira od razu zrozumiała znak.
-Kiedy tylko stąd wyjdziemy musimy poważnie porozmawiać- przekazał Thirze swoją myśl.
- Tak sądziłam, że końcu się domyślisz…
-A co ty sobie wyobrażałaś, że ja jestem tępa czy co?
-Nie po prostu…
-Nic nie mów! Znaczy nie myśl. Przerwij.
Przerwała. Czuła dziwną pustkę gdzieś tam głęboko i lekki skurcz, który odwzorowywał jej zdenerwowanie. Spojrzała jeszcze raz na czerwoną kulę znikającego za horyzontem słońca .
-W końcu będę musiała jej to powiedzieć- Wyszeptała- Nawet jeśli potem nie będzie chciała mnie znać…

komentarze [1]

***IV*** >> wtorek, 7 marca 2006 21:45:36
No ludki! Ja się wysilam, pisze długą notkę, powiadamiam wszystkich o niej i co ? I nic! Tylko kilka osóbek skomentowało, a reszta? A może moja praca idzie na marne? ************************************************************
-Atlantyda- wyspa, która według legend ludzi zatonęła wieki temu. Oczywiście dziś wiemy…- opowiadał pan Rewile swoim melodyjnym głosem, gestykulując. Zazwyczaj siedział na biurku. Już wtedy klasa miała problemy by dojrzeć jego promienną twarz. Jego zbyt wysoki wzrost utrudniał prowadzenie lekcji, tym bardziej, że porywista natura nie pozwalała mu siedzieć zbyt długo w jednym miejscu. Podczas opowiadania „Wojny nad Togtykiem” wchodził na biurko by przybliżyć klasie to, co odczuwali obywatele obserwując z ziemi całą bitwę. Często zdarzało się też, że do swoich pokazów brał uczniów. Thira, Emtri, Tynii tak jak i cała szkoły uwielbiały lekcje Historii Dziejów prowadzone przez „Wesołka”, bo taką ksywkę dostał już pierwszego dnia swojej pracy. Gwiazdeczki i ich przyjaciółka zawsze chętnie słuchały jego wykładów, jednak tego dnia postanowiły zrobić wyjątek. Jak nigdy usiadły w ostatnim rzędzie w rogu klasy z obawy, że któraś z nich mogłaby zostać poproszona o pomoc w lekcji. Emtri siedział w środku i szeptała cicho do koleżanek?
-No słucham? Co chcecie wiedzieć?
-Jak to co? Opowiadaj wszystko po kolei- odpowiedziała Thira
-No mów nie ociągaj się – ponagliła ją Tynii. Em opowiadała im ściszonym głosem wszystko, co wydarzyło się poprzedniego wieczoru. Z rozmarzonym wzrokiem opowiadała o wspaniałym pomyśle Toma. Nauczyciel kilka razy musiał uciszać piszczące z uciechy dziewczęta. Kiedy doszła do naszyjnika, który pojawił się w jej dłoni zamilkła na chwilę.
- No mów. Czemu nagle przestałaś? Co się stało, kiedy dał ci różę? Nie mów, że się ukułaś- wyszeptała zaniepokojona Thira. Em dokończyła odpowiedź wplatając romantyczny opis pocałunku i swoich odczuć.
- I co wy na to?- Tym razem to jej towarzyszki zamilkły patrząc na zmianę to na siebie to na nią.
- Kochanie masz ten naszyjnik przy sobie?- zapytała Ti rozglądając się czy aby nikt nie podsłuchuje.
- Mam – odpowiedziała Em wyciągając ostrożnie z za bluzki medalionik. Zielona różyczka zalśniła jasno oświetlając twarze dziewcząt i przykuwając wzrok wszystkich obecnych w Sali.
- Co tam macie?- Zapytał profesor wesołek przerywając swój wykład o Atlantydzie w połowie zdania.
- Yyy. Przepraszamy. Thira właśnie pokazał nam zaklęcie, które wczoraj odkryła- skłamała bez zmrużenia oka Emtri.
- Och tak czekoladowo-oka? To wyjdź i zaprezentuj je nam na środku klasy- zagadnął psor szczerze zaciekawiony
- Dobrze panie profesorze- Ti uśmiechnęła się figlarnie i powoli ruszyła do biurka, przy którym stał Wesołek. Wyprostowała dłoń o wymruczała proste zaklęcie, poruszając delikatnie palcami prawej dłoni. Przed nią zamigotały zielone ogniki, które zaczęły krążyć wokół jej dłoni.
-Brawo!- wrzasnął Rewile - Brawo moja droga. Pięknie zinterpretowałaś to zaklęcie. Do tej pory nigdy nie widziałem by komuś udało się nadać kolor ognikom. Od razu dostajesz 14, a co ja gadam dam ci największą ocenę trzeba doceniać uczniów 15! Koleżanki ci pomagały? Zresztą nie ważne też dostajecie po 15 za to, że dzięki wam Thirka dostała dobrą ocenę. Siadaj moja droga. Jutro jesteście zwolnione z teściku na mojej lekcji pod warunkiem, że zaprezentujecie ogień w innym kolorze.
-Dziękuje – powiedziała uśmiechając się „doceniona uczennica” i ruszyła w stronę swojej ławki.
- I co wy na to ?
- Jak dla mnie to on za szybko mówi- zaśmiała się Tynii- To końcu co dostałaś?
-15
-My też !!!
- No to teraz nam się wyrówna z tymi siódemkami które złapałyśmy o Colette za ostatni wybryk.
- No a co do twojego naszyjnika- znów zaczęła temat Tynii. Niestety nie dane było jej skończyć. Zadzwonił dzwon i musiały wyjść na przerwę. Dziewczęta wybiegły z klasy walcząc z ciągnącym w obie strony tłumem.
-Widziałam już kiedyś ten naszyjnik- wydyszała Tynii równając z koleżankami.
- Ja nawet wiem gdzie- mruknęła Thira bardziej do siebie niż do nich przepychając się łokciami.
- Nie mamy czasu! Sunąć się- znów mruknęła, a następnie poruszyła ręką w lewo i w prawo. Uczniowie jakby przykleiły się do ścian pozostawiając tym środek korytarza wolny.
- Nie macie prawa- krzyknęła za nimi zirytowanym głosem Freya. W normalnej sytuacji żadna z nich nie przegapiłaby takiej okazji by coś jej zrobić, jednak tym razem nie zwróciły na nią uwagi. Biegły co sił w nogach, tam gdzie prowadziła Ti czyli…
- Biblioteka?- Zdziwiła się Em – Po co nas tu przyprowadziłaś? Przecież to beznadziejne miejsce w którym nie ma najważniejszych książek i wiadomości.
Thira nie zwróciłą na nią uwagi.
- Rząd 67, półka niech no ja się zastanowię…półka 14, pozycja …hm…- podrapała się po głowie powtarzając w zmyśleniu sobie tylko znane liczby i tytuły- Już mam. Rząd 67, półka 14, pozycja 587- już po chwili z za dębowych, solidnych regałów wyleciała czarna, gruba księga ze srebrnymi okuciami. Tytuł nie był widoczny, ale Ti wyraźnie znała tą książkę, gdyż nawet na chwile nie zaglądając na spis. Zaczęła wertować kartki mrucząc pod nosem.
– Mam - krzyknęła w końcu.
- Co masz?- Zapytała Emtri.
Jednak Ti uciszyłą ją jednym gestem i wskazała na Tynii, patrzącą na zajmujące cała ścianę okna za którymi widać było polanę i siedzących na niej uczniów także jej chłopaka Gerry'ego patrzącego tęsknym wzrokiem w stronę wysepki po środku jeziora. To tam się poznali trzy lata temu. Spodobał się Tynii już od pierwszego wejrzenia. Postanowiła wiec go śledzić, kiedy poszli z kolegami przespacerować się po Uklim. Nagle spostrzegła złotą różę. Widziała ją pierwszy raz. Została przyjęta do szkoły dopiero na trzecim roku gdyż wcześniej musiała pomagać chorej mamie i nie odpowiedziała na liczne wezwania. W końcu, kiedy jej mama wyzdrowiała starszy brat doprowadził ją tu.
- Tynii? Dobrze się czujesz?- wyrwała ją z zadumy Thira- Dziwnie wyglądasz.
- Nie. Znaczy tak dobrze się czuje. Po prostu się zamyśliłam. Mówiłaś coś?
- Nie. Nie zdążyłam zacząć- odpowiedział patrząc podejrzliwie- No więc jeśli wszyscy już się po namyślali mogę zacząć?
- No czytaj już!
- Ty-mu-htu-jki-lon-tes – wydukała Thira- O Duchy oceanu na tym można sobie język połamać i nie tylko.
-Oj, nie marudź! Czytaj dalej!- Ponagliła ją Emtri patrząc przez okno na zegar słoneczny- Za 12 minut mamy lekcję!
-Dobra, dobra już czytam. A więc. To-to coś, co wcześniej przeczytałam "to legendarne medaliony. Od wieków niewidziane przez lud. Według pradawnych ksiąg są dwa. Ich ostatnimi znanymi nauce posiadaczami byli Król i Królowa…" tu litery są zamazane nie wiem, czemu- przerwała czytanie- Prawdopodobnie to nazwa, tego czego oni byli władcami.
-Dobra czytaj dalej – zaperzyła się Tynii- Mamy mało czasu.
-A więc gdzie skończyłam? A już mam. "Jeden z nich to szmaragdowa róża…"opis możemy se darować, bo ma go Em…" a drugi to Rubinowa Łza, której ostatnimi posiadaczmi byli..." I znów nie widać." Nieznane są okoliczności pojawiania się medalionów. Wiemy tylko, że do ujawnienia się Róży potrzebna jest Gholdonem Rostzten, czyli Złota Róża. Drugi zaś potrzebuje krwawej łzy, niestey nie wiemy co oznacza to sformułowanie. Możliwe, że to jedynie przenośnia. Według legend przekazywanych drogą ustną istnieje jeszcze trzeci kamień zwany…"ta i tu tez jest zamazane. Dobra czytam dalej. Już niedużo "…jednak nigdy nie udowodniono jego istnienia. Jedno jest pewne; te medaliony to niesamowite źródło mocy w doświadczonych rękach. Używać go mogą tylko osoby z krwi królewskich rodów, niewiadomo jednak, czy jedynie niebiesko-krwisty potomek może przywołać medalion do istnienia. Podejrzewa się, że nie…" Rozległ się dźwięk gongu oznajmiającego początek kolejnej lekcji.
-A niech by to szlag- wymruczała Thira odsyłając gestem ręki książkę na miejsce.
-Oj chodź szybko, bo się spóźnimy!
- Co teraz mamy?- krzyknęła Syiu do biegnącej przed nią Em.
- Poruszanie Się Po Lesie
- Nie wiem, po co nam to. Przecież wszystkie Elfeki poruszają się po lesie bez szmeru, a zwłaszcza te z odrobiną krwi driad, a takich jest tu najwięcej.
- Mylisz się moja droga. Ja z całej szkoły znam tylko ciebie, a ja się nie myle wież mi - wrzasnęła biegnąca za nią Ti, przepychając jednego z młodszych chłopców tak mocno, że uderzają o ścianę rozbił sobie nos-A tak pozatym Freya i jej cała banda nie potrafią.
Thira nie cierpiała Frey McGlowed, zresztą nie tylko ona. W szkole istniały obozy zwolenniczek Gwiazdeczek i Weysów, czyli Frey i jej koleżanek. Nazwały się tak, ponieważ ubóstwiały sławnego na całym świecie rysownika Weysa. Malował on na ścianach starych jaskiń imitacje ludzkich rysunków, ale robił to w taki sposób, który ośmieszał te stworzenia. Kpił z ich niższości i tego, że kiedy Elfy były już w pełni rozwiniętą cywilizacja, ludzie dopiero biegali na czworaka posługując się prymitywnymi narzędziami. W szkole uczono, że ludzie to bardzo inteligentne, chodź już wymarłe istoty. Swego czasu bardzo pomagały Elfom, dlatego też zasługują na szacunek. Jednak Weys tak nie uważał, a także namawiał innych na podzielanie swoich poglądów, co bardzo nie podobało się Thirze i Emtri. Zaś, co do McGlowed to ona była też wyjątkowo wredna. Już w pierwszej klasie głęboko zalazła wszystkim za skórę szczując swoich rówieśników bandą rozwścieczonych wilków. Na szczęście nikomu nic się i stało. Podobno kiedyś była inna, ale po śmierci rodziców zmieniła się nie do poznania, z milej blond-włosej dziewczynki, w okrutną i krwiożerczą przywódczynie niemalże sekty sławiącej ją i Wsysa.Oczywiście byli i tacy którzy nie popierali żadnej ze stron. Denerwowała ich pewność siebie i bezczelność ti i Em, ale nie popierali też poglądów Weysa. Stanowili oni większośc i nie wtrącali się w sprawy dwuch wrogich grup.
- Thira zatrzymaj się- wydyszała Em łapiąc się za serce i stając w miejscu. - Co?
- No, po co lecimy jak szalone? Przecież Tynii jest teleportką nie?
- Tak, ale ja nie mogę- powiedziała szybko Tynii- Profesor Torval zabronił mi używania swoich mocy dopóki ich do końca nie opanuje.
-Ta, a Ti zabronił czytać w myślach. Mi też zabronił kamuflażu no i co? Widziałaś żebyśmy się kiedykolwiek powstrzymały przed używaniem mocy?
- Skąd wiesz Em? Może ona wie lepiej od nas- zachichotała Ti.
-Oj dobrze, ale teleportuje nas głębiej w lesie żeby nikt nie widział, dobrze?
- Tak jest!
Tynii zamknęła oczy. Jej umiejętność tak jak każda inna potrzebowała specjalnego skupienia. Nie wszyscy posiadali moce. Dziewczęta były jednymi z nielicznych tylko dziwnym trafem złożyło się tak, że się przyjaźnią. To, że trzymają razem ułatwiało im życie, gdyż osoba z mocami mogła przekazywać je tymczasowo innym, a więc mimo zakazów Dyrektora w razie potrzeby mogły stać się niewidoczne, usłyszeć czyjeś myśli lub po prostu przenieść się w całkiem inne miejsce.
Wokół dziewcząt zaczęła zbierać się różowo- błękitna mgiełka. Nagle zobaczyły delikatny błysk i już stały w lesie.
- No dobra, a teraz w lewo- powiedziała Thira sondując usłyszane myśli. Pobiegły. Już po kilku sekundach zobaczyły, że drzewa się przerzedzają i usłyszały głosy.
-Ej, co się dzieje?- Zapytała zdezorientowana Tynii.
- Nic kotku- Wymruczał jej do ucha, Garry jej chłopak, obejmując w psie.
-Och cześć skarbie- Powiedziała, a jej oczy zrobiły się dziwnie zamglone.
Zawsze tak wyglądała w towarzystwie swojego chłopca. Kiedy tylko się pojawiał zaczynali się migdali, co wywoływało u Thiry udawany odruch wymiotny. Nie lubiła Garry-ego jeszcze bardziej niż Toma. Miała związane z nimi bardzo niemiłe wspomnienia, o których jednak nigdy nie mówiła koleżankom. O ile Toma zpewnych powodów Thira gotowa była go zaakceptować, to Garry był dla niej nie do przyjęcia.
-Kochani- Rozległ się głos szczupłej profesorki od PsPL. Była bardzo wysoka i miała długie białe włosy mimo młodego wieku. Ich kolor pochodził od tego, że była wypełni driadą. Jedną z ostatnich. Jej zniewalająca uroda, wywołująca u patrzącego wrażenie spokoju i opanowania, gryzła się niesamowicie z jej charakterem. Na ogół był wesoła i subtelna, ale miała charakter niczym rozjuszony byk. Wystarczył mały błąd ucznia, a wpadała w furię. Potrafiła wrzeszczeć całą lekcje, co przyprawiało wszystkich o ból głowy, gdyż wysoki głos Driady używany w ten sposób miał wywołać właśnie taka reakcję.
-A więc zacznę od tego, że od dziś wszystkie lekcje są łączone, chłopcy z dziewczętami, na skutek tragicznego pożaru zachodniej części zamku - zrobiła efektowną pałzę- A teraz skoro wszystko wiecie- Powiedziała wesoło- to ruszamy w las! Dziś ćwiczymy wspinanie się po drzewach…
-No nie jeszcze tego brakowało- Szepnęła Ti w ucho przyjaciółki.
-No. Ty a gdzie jest Tynii?
-Jak to gdzie?
- No sory ja nie słyszę, co oni myślą więc byś może łaskawie powiedziała?
-No to posłuchaj! Zdziwisz się!
-Ale Garry, dlaczego??- Rozległ się głos Syiu w głowie Em.
- Nie możesz się z nimi zadawać-odpowiedział chłopak.
-Ale skarbie, czemu? To są moje przyjaciółki!
-Wcale nie! Wykorzystują cię, bo jesteś teleportką.
-Nie to niemożliwe!
-To prawda koteczku zaufaj mi!
- Nie! Znaczy ja nie mogę w to uwierzyć. Przecież znamy się od tak dawna…
-To posłuchaj tego…
"Tak! Racja. Ona nie jest nam potrzebna"- Em usłyszała swój własny głos- "Kiedy tylko dostaniemy się tam gdzie trzeba to powiemy, że się na niej zawiodłyśmy i zostawimy ją niech sobie szuka innych przyjaciółek"
-" No to, po co jej powiedziałaś o tym?"- Teraz to był głoś Thiry...
- Thira przerwij!- Zażądała na głos Emtri. Wszystko się urwało. Spojrzała na twarz przyjaciół. Była na niej wściekłość pomieszana z pogarda.
- To skurwiel! -nie wytrzymała końcu Ti, widocznie słuchając dalej rozmowy- Już nie mogę- zamknęła oczy. Więź się przerwała.
-A więc, to tak- powiedziała wolno Em.- Ma talent głosów i go wykorzystuje. Tylko pytanie, po co?
- Żeby obrócić, Tynii przeciwko nam. Trzeba jej to, powiedzieć, że to wszystko nie tak, że on ma talent, że to nie prawda…
-Nie! Teraz nie możemy.
- Czemu?
- Po pierwsze: będzie wściekła, że ją podsłuchiwałyśmy. Po drugie: myślisz, że komu bardziej wieży Garry-emu czy nam? Po trzecie: musimy jej to powiedzieć, ale potrzebny jest plan.
-A wic, co proponujesz?
-Musimy go złapać na gorącym uczynku i wtedy pokazać to Tynii, a do tego czasu udajemy, że nic nie wiemy.
-Taaaa- Zamyśliła się Thira
-Jak myślisz? Czemu no to robi?
- Nie wiem- odpowiedziała automatycznie. Jej oczy były nieobecne. Duchem była gdzieś daleko, daleko w przeszłości. Em wiedziała, że nie pozwiedzała jej prawdy. Gdybym umiała czytać w jej myślach, powiedziała cicho sama do siebie. Thira tego nie dosłyszał…Była całkowicie pogrążona w bolesnych wspomnieiach...
komentarze [10]

***III*** >> sobota, 4 marca 2006 16:27:57
-No i jak było?!?- Wrzasnęła Thira wskakując na łóżko przyjaciółki i skacząc po jej nogach – No mów leniwcu!!! Jak było?? Całowaliście się??? Czemu wróciłaś tak późno i czemu do cholery mnie nie obudziłaś?!! No mów!!! – Słowotok płynący z jej ust pewnie nie szybko zostałby przerwany gdyby nie to, że z łazienki wyszła mieszkająca z nimi Tynii Syiu i rzuciła poduszką z całej siły w gdakającą współlokatorkę.
- Dzięki Tynii. Gdyby nie ty to chyba nigdy by się nie zamknęła, a ja chyba nie chcę teraz gadać.
- O nie, nie moja droga!!! Uciszyłam ją właśnie po to żeby usłyszeć od ciebie coś konkretnego, bo przez jej paplaninę pewnie nic bym nie zrozumiała.
- O tak, Tynii ma racje mów jak było! Mów jak było!!! Już ty stara zgago!!!
-Jak ty do mnie powiedziałaś?
- Zgago a co?
-A to!- Krzyknęła Em spychając psiapsiułę z łóżka i uciekając do łazienki.
-Nie! Tak nie ma! To było nie fair! – Wywrzeszczała do drzwi Thira zanosząc się śmiechem.
- Wiesz może chodzi o mnie. To ja pójdę, a wy pogadajcie- Zaproponowała Tynii spuszczając głowę i powoli idąc w stronę dużych dębowych drzwi prowadzących do małej szatni, która łączyła się z salonikiem.
-Nie! Tynii zostań- Powiedziała powoli Emtri wychodząc już całkiem ubrana z łazienki- porostu musze się oswoić z tym, co się tam wydarzyło. Mogę wam to opowiedzieć podczas śniadania???
- Jasne!!! – Odpowiedziały zgodnych chórkiem.
Niestety podczas śniadania nie bardzo miały okazję podzielić się wrażeniami z wieczora.
-Uwaga! – Powiedział Torval swym donośnym głosem poprawiając swe czarne włosy, w których odziwo od ostatniego spotkania przybyło sporo siwych włosów-Od przyszłego tygodnia zmieni się kilka rzeczy. Roczniki 6 i 7 będą mieć wspólnie lekcje- na Sali powstał cichy ledwo słyszalny szum- w nocy zachodnia część zamku została zniszczona. Jeszcze nie wiemy, przez kogo i w jakim celu, ale od dziś mamy do swojej dyspozycji tylko część budynku. reszte musieliśmy zmknąć aż do odwołania. Nie próbujcie tam wchodzić, ruiny są niebezpieczne dlatego zabezpieczyłem je specjalnymi zaklęciami. Wiem, że niektórzy z was potrafią je złamać- Dodał patrząc na Thire i Em- ale ma nadzieje, że nie będziecie próbować i postaracie się nam ułatwić tą sytuację.
-Jak to? – Rozległy się ciche szepty. Uczniowie patrzyli zaszokowani po sobie, nic nie zauważli jak to możliwe. Większość z nich mruczała pod nosem „jak to dobrze, że sypialnie zostały przeniesione podczas przerwy letniej".
-Proszę pana, ale czy nie uda się go odbudować? Przecież jest tylu nauczycieli i tylu uczniów potrafiących zmieniać surowce, więc czemu przeniesiono chłopców zamiast od razu wziąć się za naprawę?- Jak zwykle z pomysłem wyrwał się Thira. Stała, a cała szkoła wlepiała w nią oczy. Torval wypuścił powoli powietrze, a potem jakby ważąc każde słowo odpowiedział- Tem zamek to nie byle jaki budynek. Był budowany przez naszych pradziadów ponad 5000 lat temu. Oni mieli wtedy recepture i znali takie czary, których my nie znamy. Pozatym oni mieli coś, o czym mówić wam teraz nie będę, bo i tak tego na razie nie zrozumiecie. Jesteście za młodzi. Dopiero jak skończycie szkołę, będziecie w stanie to pojąc.
-Ale…
-Koniec dyskusji moja droga. – Urwał spokojnym, ale bardzo władczym głosem. –Ktoś jeszcze ma jakieś pytanie?
- Tak ja! –Tym razem podniosła się Emtri- Dlaczego Pan uważa, że nie zrozumiemy? W końcu uczymy się historii dziejów i tych wszystkich przedmiotów od lat! Może nie jesteśmy tacy tępi jak wszystkim się wydaje
- Dobrze, a więc co radzicie? Teraz wam tego nie wytłumaczę, więc co proponujecie? Kiedy gdzie? Sądzę, że wszyscy chcą zjeść śniadanie. Większość jest głodna po nocy, a niektórzy nie jedli kolacji- Powiedział uśmiechając się oczami i zaraz potem robiąc bardzo niewinna minę. Emtri zrozumiałą aluzję i usiadła cicho spuszczając głowę.
- Jakieś pomysły?- Odczekał chwilę. Jednak nikt się nie odzywał. Już chciał usiąść i dać znak każący wyczarować chochlikom jedzenie, kiedy jeszcze jedna ręka wystrzeliła ku górze. Tym razem wszyscy zrobili zdziwione miny. Każdy był już przyzwyczajony, że Gwiazdeczki zawsze mają coś do powiedzenia, ale tym razem ręka nie należała do żadnej z nich, ale do Tynii.
-Tak Tynii? Słucham?- Powiedział Torval jako jedyny nie okazując zaskoczenia.
- Ja mam pomysł. Może wieczorem po lekcjach ci, którzy chcą się przekonać czy zrozumieją niech się tu zjawią a wtedy pan nam to wszystko wytłumaczy…- Powiedziała jednym tchem i zrobiła zatroskaną minę.
- Tak, to świetny pomysł kochana- Odpowiedział spokojnie dyrektor po chwili zastanowienia- A więc, ten kto chce przekonać się czy zrozumie niech zostanie tu po kolacji.Mam na myśli tylko roczniki od szustego w górę, gdyż mimo wszystko uważam, że młodsi nie są gotowi na tak wiele informacji o naszym świecie. Ja postaram się wam to wszystko wyjaśnić jak najlepiej umiem. Może rzeczywiście okaże się, że niektórzy z was nie są tacy tępi jak przypuszczam- Powiedział siadając i prominnie uśmiechnął do całej trójki. Po chwili talerze napełniły się przepysznym jedzeniem i nikt już nie myslał o dyskusji.
************************************************************
Następna notka za tydzień. Pozdrawiam!
komentarze [9]

***II*** >> środa, 1 marca 2006 21:30:01
-Dzięki! To wasz zasługa, że nie jesteśmy teraz owieczkami i nie biegamy jedząc trawę ! Ta nierozgarnięta Geltric nie dałaby rady nas odczarować. Sama pewnie niewiedziała czego użyła. A tak wogóle to słyszałam o waszej wizycie u Profesora Trovala. Bardzo go lubie a wy? A i Reicle powiedział mojemu chłopakowi, że podoba mu się strasznie Emtri, ale nie wie jak ma ją zagadać i Garry kazał powiedzieć to w tajemnicy Emtri i Torval też mnie wzywał....
-Stój Syiu!!! Wolniej! Po co Torval cię wzywał?
-I co jeszcze Reicle mówił Garremu o mnie?
Syiu spojrzała zmieszana. Zawsze kiedy kogoś lubiła i chciała zabawić go rozmową zaczynała gadać jak nakręcony samochodzik i płoszyła rozmówców. Tym razem zrobiła to samo.
- No mów -Ponagliła ją Thira- Po co Torval cię wzywał?
- Powiedział, że ma dla was jakąś misję i jeżeli zdam jakiś egzamin to ja też z wami pojade i tylko tyle. A Reicle kazał ci to przekazać Emtri. Blądyneczka wyciągnęła z kieszeni zieloną zmiętą karteczkę. Rozprostowała ją i przeczytała:
Witaj Emtri!
"Przepraszam za moje dzisiejsze zachowanie. Chciałem Cię załapać jak będzeisz biegła na lekcje. I prawie mi się udało, ale Thira zaczeła skanować moje myśli i bałem się, że odczyta coś czego nie powina, bo chcę ci to dziś powiedzieć. Chcę cię zaprosić na spacer . Dziś o zachodzie słońca przy złotej róży. Jeśli się zgadzasz to prześlij mi odpowiedź przez Garrego lub poprostu przyjdź".
Pozdrawiam, Tom Reicle !
Emtri stała wpatrzona w list. Od tak dawna podobał jej się Tom, a teraz niewiedziała czy ma się zodzić. Thira czytała w jej myślach. Zwróciła na nią swe piękne duże oczy, a potem uśmiechnęłą się zchęcająco i pokiwała głową jednocześnie przesyłając jej myśl:
Odpowiedz ! Powiedz ze się zgadzasz. To może być szansa na uwiedzenie go.
O zachodzie słońca Emtri poszła w umówione miejsce- przy złotej róży. Złota Róż to najpiękiejszy kwiat jaki rósł w ich krainie. Krzew był mały. Kwitł cały rok nie zależnie od tego jak było zimno. Przez cały dzień jednak kwiaty były zwinięte w maleńkie złote pączki. Dopiero równo z zachodzącym słońcem pączki rozwijały się pokazując w całej okazałości przepiękne złote kwiaty, płonące magiczą poświatą. Im słońce było niżej tym poświata była silniejsza. Róża rosła na wysepce na środku jeziora znajdującego się w popbliżu szkoły. Można było tam dojść z czterech różnych stron po drewnianych mostkach obrośniętych kwiatami. Uklim, bo tak nazywano wyspe była od dawa miejscem schadzek zakochanych par. Po parku porastającym całą powierzchnię wyspy spaceroewało, w chwilach przerwy wiele osób. Co dziwne nigdy nikt tam na nikog nie w padał w nieodpowiednim momencie . Prawdopodobmnie to miejce bylo otoczone przez jakiś bardzo silny czar. Właśnie w środku parku zajmującego prawie calą powierzchnię Uklim rósł krzew rózy. Stał sam na małej polance otoczony jedynie innymi kwiatami, które jedak nie dorównywały w żadnym stopniu Złotce. Pomiędzy drzewami były małe drewniane ławki tak by goście mogli oglądać piękno polanki siedząc wygodnie. Ale róża była nie tylko piękna, miała też inna bardzo ważną cechę. Kwiat z krzewu mógł zerwać tylko ktoś, kto kochał bardzo drugą osobę i tylko osoba naprawd kochna nie ukula się kolcami kwiatu.
Kiedy Emtri doszła na miejsce nie było tam nikogo. Spóźni się pomyślała, siadając na jednej z drewnianych ławeczek. Długo patrzył na lśniącą różę. Naglę za jej plecami rozległ się szelest. Nie zdążyła się obrucić. Poczóła czyjeś ciepłe dłonie na swoich powiekach
-Tom ja...
- Ciiiii! Nic nie mów- Wyszeptał zdejmując ręce i głaszcząc ją po rozpuszczonych włosach - Nic nie mów. Patrz.
Posłuchała. Podszedł do krzewu. Powoli. Odwrócił się w jej stronę i spojrzal w oczy. Em chiał odwrócić wzrok, ale nie mogła. Tom zamknął oczy wyciągnął rękę. Delikatnie zerwał jeden kwiat. Spojrzał z niedowierzaniem na swoją dłoń, w której prześlicznie błyskała różyczka. Powolnym krokiem podszedł do Em. Uklęknął.
- Emtri prosze pzryjmij ten kwiat na dowud mojej miłości. Już nie będziesz miala wątpliwości, że cię naprawde kocham.
- Tom ...
-Błagam weź ją- Wzięła. Nagle całą polanę zalało niesamowite światło, zaskakując i oślepiając oboje.
- Tom gdzie jesteś?
- Tu- Em usłyszał ukochany głos gdzieś z nicości. Wszystko skończyło się tak nagle jak się zaczęło. Wszystko było tak jak wcześniej oprócz jednej rzeczy. W ręki Emtri zamiast róży spoczywał piękny naszynik - olbrzymi rubin w kształcie róży przeplatany złotymi niteczkami.
- Em wiesz co to jest?- Zapytał.
-Wiem. Chyba wiem- Odpowiedziała uśmiechając się ślicznie -Em... ja...
-Ciii, nic nie mów patrz- Nie pozwoliła mu dokończyć. Powoli podniosła ręce do góry. Medalion sam wyrwał się z jej dłoni i zaczął powoli krążyć wkoło polanki otaczając ich tęczową siateczką. Spojrzała na Toma jego oczy mówiły ile pytań chciał zadać, ale usta milczały. Em nie była zdziwiona. Ten widok budził w niej jedynie podziw.
-Kocham cię Tom- Powiedziała końcu
- Ja ciebie też- Odpowiedział cicho. Emtri sama nie wiedziała, kiedy to się stało ich usta złączyły się w szalonym, namiętnym, magicznym pocałunku. Dziwnym nawet jak na elfy. Na wysepce złotej róży nie było nikogo oprócz nich. Nawet zwierzęta starały się zachowywać tak jakby ich nie było. Wokół panował cisza i tylko wiatr zdawał się szeptać ...ciii, nic nie mów, patrz, czuj...
komentarze [8]

***I*** >> wtorek, 28 lutego 2006 21:57:06
- Ciekawe po co Torval znów nas wzywa ? - Zapytał Emtri przyjaciółkę .
- No, Colette była strasznie tajemnicza . Może dowiedzieli sie hihi,że ta żaba to my ?
-Eeeee wątpie.
Tirha zamyśliła sie. Fakt Troval często wzywał je do swojego gabinetu, ale jeszcze nigdy tak nieoczekiwanie i co najważniejsze bez bliżej podanego powodu. Em miała racje o żabie nie mógł się dowiedzieć, może chciał je solidniej ukarać za żart z przed trzech dni ...
***
Pani Colette idąc do klasy nie słyszała znajomej wrzawy, która zazwyczaj towarzyszyła rozpoczęciu się lekcji. Zazwyczaj, ponieważ niektóre dni zaczynały się wyjątkowo - ciszą. O tak, Lutria Colette dobrze znała tą ciszę, to coś w rodzaju spokoju przed sztormem.
-Hmm, ciekawe co Thira i Emtri znów wymyśliły - Wyszeptała sama do siebie.
Miała jeszcze kilka minut, przystaneła więc i popatrzyła w okno. Musiała się uspokoić, bo przy zdolonościach młodych Elfek mogła się spodziewać rzeczy wymagających trzeźwego myślenia. Tak stanowczo musiała się opanować, jej ręce drżały na samą myśl żartu z przed tygodnia, kiedy to dziewczyny wysłały prawie wszystkie uczennice ze szkoły do bliżej nie określonej rzeczywistości.
Nieźle się wytedy nakombinowaliśmy mam nadzieje ,że tym razem to nic w tym stylu, pomyślała uśmiechając się lekko. Wciągnęła powietrze nosem i wypuściła ustami, a potem ruszyła na spotkanie z tym co nie uniknione. Otworzyła drzwi i weszła pewnym krokiem do klasy.
- Dzień dobry dzie.....- Urwała w pół słowa. Dziewcząt nie było. Rozejrzała się. Dopiero teraz to dostrzegla - na ścianach wisiały kokony, a w każdym coś było! Zrobiła szybki ruch drżącą ręką. Kokony zniknęły, a na podłoge z cichym pacnięciem spadło dwadzieścia pięć nieprzytomnych nastolatek. Dwadzieścia pięć,a nie dwadzieścia siedem .
- Thira ! ! ! -Wrzasnęła nauczycielka - Em... - Chciała przywołać drugą uczennice, ale nie zdążyła, gdyż nastąpiła eksplozja. Z pośród tumanów kurzu wyłoniła się wysoka kasztanowo-włosa dziewczyna. Spojrzała na oszołomioną profesorkę swymi, olbrzymimi czekoladowymi oczami z miną niewiniątka. Zaraz za nią pojawiłą się druga osóbka. Nieco wyższa, długie czarne włosy delikatnie falowały choć nie było wiatru. Stanęła obok koleżanki przybierając dosłownie taki sam wyraz swych szmaragdowych oczu. Żadna z nich nic nie powidziała. Stały tylko wśród dziwnej atmoswery panującej w klasie, mimo miłych minek ich szczupłe postacie wyglądały pięknie, niesamowicie i groźnie.
-Tak jak myślałam to wy- Wydusiła wkońcu z siebie Colette - Marsz do Pana Torvala.
Dziewczyny bez słowa odwróciły się i pomaszerowały w strone tego co z drzwi pozostało po ich efektownym wejściu.
- Poczekajcie - Krzyknęła za nimi Lutria - zanim wyjdzieice ...powiedzcie mi jakiego zaklęcia urzyłyście?
***
Za dębowym biórkiem siedział mężczyzna. Wyglądał na góra 40 lat. Jednak pozory mylą, a w tym przypadku bardzo, ponieważ Soremal Torval miał już 210 lat. To dużo nawet jak na Elfa. Rozejrzał się. Na jednej z półek stało zdięcie przedstawiające dwie, ślicznie uśmiechające się dziewczynki . Foellt`e to określenie do nich pasuje, przeszło mu przez głowę. Ta nazwa dla dziewczynek była jego pomysłem jednak nawet on nie podejrzewał, że będzie tak trafna. Bowiem odkąd Thira i Emtri skończyły 13 lat były prawdziwymi gwiazdami. Z daleka wyglądały pięknie i sprawiały wrażenie subtelnych, z bliska biło od nich przyjemne ciepło, jednak kiedy chciały potrafiły spalić wszystko co było na ich drodze...
Jego rozmyślania przerwało ciche pukanie do drzwi. Po chwili do pokoju weszły dwie dziewczyny. Jednak teraz nie przypominały już 7 latek ze zdięcia, teraz były prawie dorosłymi Studentkami jego szkoły. Mimo ich licznych wybryków Soremala rozpierała duma gdyż jego wychowanice były nie tylko najlepsze w szkole, ale w całym świecie Elfów nie było studentek tak zdolnych jak one.
- Usiądźcie moje drogie. Mam do was bardzo ważną i delikatną sprawę.- Usłuchały go natychmiast. Mimo swojeo młodego wyglądu można było po nim poznać, że przeżył już wiele. Chociażby po zmęcząnym, łamiącym się głosie i oczach tak bardzo zaznaczonych biegiem lat. Dla Thiry i Emtri był jak dziadek. Kochały go.
- Tak proszę pana ? Słuchamy - Powiedziała pokornie Emtri .
-To napewno chodzi o to z przed trzech dni pomyślała gorączkowo
-E tam- Opodwiedziała jej w myślach Ti.
- Zapewne obawiacie się, że chodzi o wasz wybryk - Zaczął, a na jego ustach zatańczył cień uśmiechu - Mylicie się . Chcę wam powiedzieć coś innego . Coś bardzo ważnego dla mnie, ale także i dla całego naszego świata...-Przerwał czekając na ich reakcję. Thira odetchnęła z ulgą, a zaraz potem spojrzała na dziadunia(bo tak go pomiędzy sobą nazywały) poważnym wzrokiem pełnym obawy.
- Masz racje Thira Jest się czego bać. No już nie wzdychajcie tak i posłuchajcie ...
Torval zaczął opowiadać. Wiedziały dobrze ,że w takich momętach nie wolno mu przerywać. Nie robiły tego ,choć tysiące pytań cisnęły się na usta. Opowiadał straszne rzeczy, że Lhot`en zaczynają wymierać, że odkąd kontakty z ludźmi się urwały gatunek elfów jest coraz słabszy, umiera...
- Tak dziewczynki- Mówił -jeśli nie odnowimy naszych więzi z ludźmi naszą przyszłość widze marnie. Już teraz obdarzeni snami przepowiadają nam koniec. Wyobrażacie sobie? Koniec elfów? Koniec Lhot`en? Koniec nieśmiertelnej rasy mającej ten świat w swojej opiece od tysięcy lat?
Thira już nie mogła się powstrzymać:
- Ale czemu? Czemu mamy zginąć ? Czemu to ma być nasz koniec? Przecież są nas miliony! Fakt nie wszyscy mają moc ...
- I w tym rzecz moja droga - Przerwał jej łagodnie - W tym rzecz. Wszyscy przedstawiciele naszego gatunku mieli moc, która teraz zanika. Powoli, stonowanie, ale wciąż zanika. Coraz mniej jest senntyków, coraz mniej znających, coraz mniej... tak ogólnie nasz populacja zanika. I właśnie dlatego was tu wezwałem.
- Ale co my możemy ?-Szepnęła Emtri - Co możemy zrobić ? Przecież nikt nie wie jak przywrócić moc nie posiadającym jej . Nikt nie wie jak nas uratować . Zresztą po co ratować ?Przecież nadal wielu z nas posiada moc. Więc przed czym ? Przed kim ? Prezcież bezmocni żyją normalnie. Nie krócej nie gorzej! No więc co nam grozi? Nie rozumiem...
-Wiem. I narazie nie zrozumiesz, żadna z was, ale kiedyś będziecie w stanie. We właściwym czasie. Już niedługo . A teraz idźcie, cieszcie się tym co was otacza, bo niedługo będziecie musiały nas opuścićna na jakiś czas... tak już niedługo, niedługo...- Dokończył cichym, zamyślonym głosem.
W powietrzu wisiała cisza. Cisza pełna smutku, pełna niezrozumienia, niedokończonych zdań....
- Możecie iść. Idźcie.
Posłuchały.
***
-Jak myślisz, ci ludzie naprawdę istnieją? - Emtri znów poruszyła temat, który towarzyszył im już od dwóch tygodni - od wizyty u Dziadunia.
- Hm, nie wiem,ale myśle, że Dziadzio nie żartowałby tak z nas. Moim zdaniem mówił całkiem poważnie. Odpowiedziała jej przerywając ćwiczenia.
- No tak, ale przecież do tej pory mówiono nam, że oni nie istnieją, że te wszystkie opowieści o bitwach, pokojach, współpracach to przeszłość i uczymy się tego, bo tak trzeba- Zamyśliła się. A może to prawda. Może Torval nie chciał ich nabrać za tamten wybryk. Eh nie chce o tym myśleć. Obiecał, że powie nam coś więcej odpowiednim czasie, więc nie ma co się zamartwiać.
- Masz racje kochana.
Wybiegły z pokoju.
- Ups, chyba mamy problem. - Thira zachichotała. -Co? Co się stało? No mów, bo nie wytrzymam- Żachnęła się.
- Hihi to, że już od 25 minut mamy lekcje. A tak wogóle to zobacz kto tam stoi.
-Lepiej chodźmy, bo Colette będzie zła.
- No dobrze jak chcesz - Mruknęła patrząc z nienawiścią na Frey McGlowed.
Zbiegły na dół, a potem popędziły w stronę zamku z białej cegły, w którym odbywały się lekcje. Ich szaleńczy bieg przerwało ciche warczenie. Stanęły jak wryte rozglądając się dokoła.
-Wyłaź Reicle - Krzyknęła Thira w stronę najbliższej kępki krzaków -Wyłaź mówię! Wiesz,że chłopaki nie mają tu wstępu, a zwłaszcza tacy palanci jak ty. Obrażasz dobre imię tej szkoły przebywając tu!
- Och zamknij się - Odszczeknął wysoki chłopak wyłaniając się z za drzewa
- Zamknij się. Od kiedy to wolno ci wyszukiwać myśli wszystkich dookoła? Podobno to dozwolone dopiero od 16 roku.
-Tak? A jeśli chciałbyś wiedzieć to mam już 16 lat! A to czy mogę skanować myśli innych nie powinno cię obchodzić!- Zasyczała zjadliwie.
Chłopak chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zrezygnował, odwrócił się na pięcie i pobiegł w stronę wrot zamku. Polana otoczona była z czterech stron dobrami natury. Las, morze, jezioro, góry.
Stał tam przepiękny zamek wybudowany w typowo Delfickim stylu. Mnóstwo wieżyczek i tarasów. Białej cegły z której był zbudowany nie wydobywa się od przynajmniej 350lat. Schody i podłogi były z białego marmuru, obszerne okna ozdobione witrażami przedstawiającymi życie pierwszych mieszkańców.
Przyjaciółki pobiegły szerokimi schodami na górę i z rozpędem wpadły do klasy w której od 30 minut trwała już lekcja.

komentarze [7]









| Lay&html by Smok
Picture by Weremoon
Lay for anitka-iskra |